Czarodzieje, czarodzieje
Po kieszeniach szklane kulki
Czarodzieje, czarodzieje
Od Paryża aż do Wólki
Chętnie w pałac kryształowy
Cztery kąty zamieniamy
Nie na grosze lecz na gwiazdy
Z dziewczynami w karty gramy
Czarodzieje, czarodzieje
Po kieszeniach szklane kule
I pytania i nadzieje
I uśmiechy jakie czułe
My dajemy w urodziny
Złoty księżyc zamiast roślin
Rozmarzają się dziewczyny
Obrażają się dorośli
Że wytrzymać z nami trudno
Mówią czasem ludzie obcy
Ale bez nas trochę nudno
Czarodzieje czyli chłopcy
Jeszcze przed chwilą byłaś u mnie
I nic się nie zmieniło tu
Te same w oknie pelargonie
Te same kwiaty kwitną znów
I zostawiłaś trochę ciszy
Którą rozumiem tylko ja
A ona stoi w tym pokoju
A ona twoje rysy ma
Przyniosłam jeszcze trochę słońca
Razem z kwiatami na twój stół
Abyś pomyślał choć przez chwilę
Że nic się nie zmieniło tu
I zostawiłam tam na stole
Nienapisany długi list
I zostawiłam obok Ciebie
To puste miejsce więcej nic
Te same w oknie pelargonie
Te same kwiaty kwitną znów
Jak bym na chwilę tylko wyszła
Jak by się nie zmieniło tu