Nasze życie słone jak słone paluszki
Nie rzadko łykamy łzę do poduszki
Nie rzadko gubimy u solanki ster
I często w kabale pik jest, a nie kier
My jesteśmy marynarze z morza łez
Nasze życie niewesołe jest
My płyniemy od zatoki do zatoki
A w zatoce czeka smutek jednooki
Ale obok razem z nim
Czeka ciepłych domów dym
Czeka miłość, biały ląd
Jakże niedaleko stąd
Z naszej łajby jest daleko do nieba
I mniej tu karmelków niż wody i chleba
Nie rzadko przychodzi wieczorem się upić
A potem nad ranem głupio się wygłupić
My jesteśmy marynarze z morza łez
Nasze życie niewesołe jest
My płyniemy od zatoki do zatoki
A w zatoce czeka smutek jednooki
Ale obok razem z nim
Czeka ciepłych domów dym
Czeka miłość, biały ląd
Jakże niedaleko stąd
Więc pamiętaj, że gdy się skończy morze
Nie będzie tak z nami bracie mój najgorzej
Rozpalą się w sercach czerwone piecyki
I tak przypłyniemy aż do muzyki
Na Żeraniu są ogródki
kozy noszą długie bródki
na zabawę do świetlicy
idą chłoporobotnicy
ni to, ni sio, ni to, ni sio, ni to, ni sio, ni owo
tak mówiła matka do mnie:
czy po ojcu masz, czy po mnie
żeś ty takie, daję słowo
ni to, ni sio, ni to, ni sio, ni to, ni sio, ni owo
Na Żeraniu za kominem
wdzięcznie pasą się motyle
niedaleko już do Narwi
tam kaczeńców dzikich narwij
ni to, ni sio, ni to, ni sio, ni to, ni sio, ni owo
czy to willa, czy to chata
czy ze świata, czy do świata
czy grudniowo, czy lipcowo
ni to, ni sio, ni to, ni sio, ni to, ni sio, ni owo
Mnie nie martwi wcale to zbyt
że gdzie Żerań i Motozbyt
tam się chaber śmieje błogo
pasikonik tupie nogą
ni to, ni sio, ni to, ni sio, ni to, ni sio, ni owo
czy to miasto, czy to sioło
rude maki szumią wkoło
ale miło, ale zdrowo
ni to, ni sio, ni to, ni sio, ni to, ni sio, ni owo